potęga bożej akceptacji CZĘŚĆ 1

Czy jesteśmy w pełni zaakceptowani przez Boga? Myślę, że jest to jedno z najważniejszych pytań, na które powinniśmy znać odpowiedź. Prawda na ten temat przyniesie Ci ogromną korzyść na całe życie. Gdy zaczynamy nasz bieg jako „niemowlęta” w Bogu, czujemy i chłoniemy Bożą akceptację pomimo wielu naszych niedociągnięć. Problem pojawia się nieco później, gdy żyjemy z Bogiem dłużej i doświadczymy kilka poważnych potknięć. Wówczas zaczynamy się zastanawiać: „Czy Bóg nadal może mnie kochać i akceptować?”. Dzieje się tak, ze względu na to, że wierzący tak bardzo utożsamiają się z upadkiem czy porażką, że widzą siebie jako porażkę.

Tak jednak nie jest. Nawet jeśli upadamy nie stajemy się porażką.

Tak, Bóg wie co zrobiliśmy. Ale nasze serce nie jest w stanie pogodzić się z tym, że przekroczyliśmy Boże standardy, również te ludzkie, etyczne. Próbujemy to jakoś nadrobić, udowodniając swoją wartość przez robienie czegoś wyjątkowego. Chcemy odbudować swoją wartość własnymi siłami, zdolnościami czy umiejętnościami. Po jakimś czasie dociera do nas, że to wszystko jednak nie działa.

W takim właśnie położeniu spotykamy się z niezasłużoną i niezachwianą Bożą sprawiedliwością. Wiem, że tylko to naprawdę nam pozostało – dar i oferta, którą przyniósł Jezus. Tylko w niej znajdujemy rozwiązania, przebaczenie i pokój. Nadal, kolejny raz, odnajdujemy w Nim sprawiedliwość i akceptację, bo Jego „[…] dar łaski niesie usprawiedliwienie z powodu wielu upadków” (Rzym 5:16).

Wiedza o tym, że to Jezus określił moją pozycję i wartość, przynosi mi prawdziwy pokój i relaks. Wówczas dociera do mnie, że tego pokoju nie można znaleźć ani w służbie Bogu, ani w “żniwie”, ani w ewangelizacji czy ogólnie w budowaniu kościoła. Dlatego stawiam moje życie na tej fundamentalnej, niezachwianej prawdzie, i dopiero wtedy, gdy opieram się całkowicie na Jego miłości, na Jego odkupieniu i pełnej akceptacji, naprawdę mogę w wolności poszukać Jego woli dla mojego życia, bo wiem, że Bóg mnie lubi. Ta cudowna Boża oferta usprawiedliwienia i akceptacji, którą po prostu przyjąłem przez wiarę stała się moim fundamentem. Nie odnajduję już w sobie samym siły do doskonałego życia, nie jestem już źródłem, nie wierzę sam w siebie. Teraz wierzę w Jezusa – wierzę w to, co On wnosi do mojego życia. Tak. chce budować moje życie, ale buduje je na właściwym fundamencie.

Dzięki Jego akceptacji wiem, że nie muszę zapracowywać na Jego miłość. Nie mam bliskości z Nim, przez wypracowywanie wszystkiego doskonałym życiem. Wiem, że jest to pułapka i wielu wierzących w nią wpada. Mam przychylność Bożą, bo dostałem ją w prezencie od Jezusa.

Cóż tedy na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego? Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami.

List do Rzymian 8, 31-34

Powrót do Nauczania